Stereotypy o prawnikach

Jakie negatywne stereotypy o prawnikach pokutują w naszym społeczeństwie? Jako adwokat mam ogromną przyjemność pracować na co dzień z przedstawicielami biznesu. Niedawno na grupie Make Your Business Better – prowadzonej przez Emilię Bartosiewicz-Brożynę z Lady Business Clubprzeprowadziłam ankietę na temat przekonań oraz doświadczeń przedstawicieli biznesu w związku ze współpracą z adwokatem, czy szerzej, z profesjonalnym prawnikiem.

Zadane przeze mnie pytanie brzmiało „Jakie są przyczyny oraz stereotypy, które powstrzymują przed korzystaniem z porad prawnych?”

Jak to w ankiecie, wskazałam kilka typowanych przeze mnie powodów, ale poprosiłam też o własne uwagi w komentarzach.

Poniżej przedstawiam omówienie wyników tej ankiety oraz niektóre wątki z ciekawej dyskusji, która nawiązała się pomiędzy przedsiębiorcami należącymi do tej grupy.

Prawnik jest zbyt drogi

Negatywny stereotyp o prawnikach numer jeden – „prawnik jest zbyt drogi”. Piętnaście spośród dwudziestu trzech osób zaznaczających odpowiedzi z tych, zaproponowanych przeze mnie w ankiecie wskazało, że „prawnik jest zbyt drogi”. Przyznam, że nie było to dla mnie zaskoczeniem. Oczywiście w kategorii „stereotypy o prawnikach”.

Na szczęście kilka osób uczestniczących w ankiecie zdecydowało się podzielić szerszym uzasadnieniem na temat powodów takiego przekonania. Przytoczę jedno z nich: „Zagłosowałam na ‘prawnik drogi’ ponieważ wiele lat współpracowałam z prawnikami i szkoliłam dla nich współpracowników. Najczęstszym stwierdzeniem klientów było, że nie chcą skorzystać z usług, ponieważ to dla nich za drogo, nie mając pojęcia nawet jak będzie wyglądać współpraca”. Nie trzeba było czekać długo na głos oburzenia – na ankietę natrafił bowiem prawnik z sąsiedniej do mojej korporacji i włączył się w dyskusję kontestując „wydaje mi się, że takie stanowisko jest wśród osób, które nie korzystały z usług kancelarii”. Jak się okazało, był to strzał w dziesiątkę, gdyż autorka pierwszego komentarza szybko przyznała „dokładnie tak, miałam do czynienia z osobami, które nie korzystały wcześniej”.

Wiemy jednak, że niektóre stawki, podobnie jak i model ustalania wynagrodzenia (oraz samej współpracy) może budzić i nieraz budzi kontrowersje. Oprócz obrosłych legendami miejskimi i powalających z nóg sześciocyfrowych stawek za „prowadzenie sprawy” – których u nas akurat nie znajdziecie – pojawił się w komentarzach do ankiety wątek stawek godzinowych. Jedna z uczestniczek ankiety wskazała „(…) i z rozmów z innymi przedsiębiorcami często stawka godzinowa – która jest abstrakcją, bo nie jestem w stanie oszacować, ile coś trwa, odstrasza, szczególnie jeśli jest ona dosyć wysoka. Brakuje takiego nawet orientacyjnego oszacowania, że jak przyjdę z umową 5 stron do konsultacji to to będzie kosztować w przedziale x-y złotych. X gdy będzie w miarę ok, y gdy będzie dużo poprawek.”

Jeśli chodzi o konstrukcję wynagrodzenia, to trzeba wiedzieć, że jest tu wiele możliwości, które warto omówić z prawnikiem na początku współpracy. Oczywiście wybór będzie zależał też od charakteru sprawy i poziomu zaufania. My na przykład przy bieżącej współpracy z przedsiębiorcami często odwołujemy się do stawek godzinowych, gdyż uważamy, że jest to transparentne i pozwala klientowi mieć kontrolę nad budżetem. W niektórych przypadkach możemy nawet z góry zaproponować widełkowy szacunek zaangażowania czasowego, a więc i wysokości wynagrodzenia. Inaczej to jednak wygląda przy pojedynczych zleceniach, szczególnie na początku współpracy stron, a inaczej, gdy współpraca ma charakter stały, a strony już się poznały i darzą się odpowiednim zaufaniem. Remedium zazwyczaj jest jedno – szczera i merytoryczna rozmowa. Najlepiej tego rodzaju założenia współpracy w sposób jasny ustalić na samym początku, a dodatkowo spisać je lub przynajmniej „mieć je na mailu”. To oszczędza wielu niedomówień i zwiększa poziom komfortu obu stron.

Prawnik mówi niezrozumiałym językiem

Negatywny stereotyp o prawnikach numer dwa – „prawnik mówi niezrozumiałym językiem”.Pięć osób – z dwudziestu trzech uczestników ankiety zaznaczających odpowiedzi spośród tych zaproponowanych przeze mnie – wskazało, że odstrasza ich to, że „prawnik mówi niezrozumiałym językiem”. Tutaj też nie byłam zaskoczona. Faktem jest, że prawnik – podobnie jak lekarz, finansista, czy jakikolwiek inny specjalista – teoretycznie może mówić językiem, którego nie zrozumie „normalny człowiek”.

Osobna sprawa, to dlaczego tak się zdarza, że prawnicy niekiedy mówią niezrozumiałym językiem? Czy jest to ich świadomy wybór, a jeśli tak to czym jest powodowany? A może to po prostu brak umiejętności mówienia o trudnych sprawach w przystępny sposób?

Zanim zaczęłam samodzielnie prowadzić swoją kancelarię przez wiele lat współpracowałam z większymi partnerami, w tym jako tzw. in-house lawyer w dużych grupach kapitałowych. To między innymi tam się „odpowiednio przemodelowałam”. Bo kiedy jesteś częścią zespołu, ale mówisz językiem, którego nikt poza tobą nie rozumie, to nie wróży to dla ciebie świetlanej przyszłości. Z doświadczenia wiem też, że w rozmowie z klientami pomocne jest tłumaczenie na przykładach, na case’ach. One pokazują z czym konkretnie mamy do czynienia.

Mam w rodzinie (wśród przyjaciół) zaprzyjaźnionego prawnika więc jego przy okazji zapytam o poradę

Pozostałe trzy osoby – spośród dwudziestu trzech osób zaznaczających odpowiedzi z tych, zaproponowanych przeze mnie w ankiecie – wskazały na taki właśnie powód. To dość powszechne, jak sądzę, nie tylko w zawodzie prawników. Jeśli mamy bowiem w rodzinie zaprzyjaźnionego lekarza, to zasadniczo mamy tendencję, aby robić to samo i jego pytać o rady we wszystkich sprawach związanych z naszym zdrowiem.

Kiedyś przeczytałam w jakiejś książce branżowej, że nasz niemiecki kolega po fachu, aby bronić się przed tego typu niechcianymi rozmowami podczas rodzinnych lub typowo towarzyskich spotkań wyrobił sobie zwyczaj wyciągania w takiej sytuacji z kieszeni notatnika i długopisu, aby opisać dokładnie tę sprawę po to, aby – jak przy tym ponoć mawiał – lepiej zrozumieć istotę problemu prawnego i móc wrócić do niego w godzinach pracy. Ponoć skutecznie odstraszało to tego rodzaju „klientów”.

Sama czasem spotykam się z takimi pytaniami. Bywa, że jestem w stanie odpowiedzieć od razu – kiedy jest to krótki temat, który wpada w moją specjalizację (tak, my prawnicy mamy specjalizacje, a przynajmniej dobry prawnik powinien ją mieć) albo kiedy odpowiedź jest jednoznaczna. Problem polega na tym, że z poważniejszymi sprawami odpowiedź zazwyczaj brzmi „to zależy”. Zależy od okoliczności konkretnej sprawy – czyli i od faktów, i od oceny prawnej. A to już trzeba sprawdzić dokładniej i to wymaga czasu. A jak to mówi moja znajoma z branży doradczej, „to jest właśnie to, na czym zarabiam na chleb”.

Mamy oczywiście pewną pulę czasu na doradztwo prawne pro bono, ale starannie dobieramy osoby, którym chcemy w ten sposób pomagać.

Boję się prawników

Negatywny stereotyp o prawnikach numer cztery: „boję się prawników”. Ponieważ pozostałe typowane przeze mnie stereotypy – jak „prawnik szuka problemów, a nie rozwiązań”; „sam wiem, czego potrzebuje wystarczy, jeśli tylko doczytam w Internecie”; „prawnik szuka problemów, a nie rozwiązań”; „prawnicy są bardzo zarozumiali, nie lubię z nimi rozmawiać” – nie uzyskały głosów od uczestników ankiety, to dodam jeszcze dodatkowe komentarze, które pojawiły się w dyskusji pod ankietą. Szczególnie, że zmroziły one moją krew.

Jedna z uczestniczek ankiety – dodam, że życzliwa mi osoba, którą znam osobiście – dodała komentarz: „nie ma jeszcze jednego powodu, który dość mocno się ‚przewija” – „boję się prawników” ;), serio, ludzie mają obawy przed wypasionymi kancelariami, ciszą w gabinetach, asystentkami, aurą tajemniczości. Czy potraktuje mnie „z góry”, czy wyniknie, że nic nie wiem, i czy w związku z tym nie wykorzysta mojej niewiedzy. (…)”.

Przytoczę od razu moją odpowiedź: „dziękuję za ten komentarz. W pierwszej części totalnie powala mnie z nóg – choć trochę podobny temat objęłam hasłem „prawnicy są zarozumiali, nie lubię z nimi rozmawiać”. To o czym piszesz, szczególnie w zakresie wykorzystania niewiedzy, jest jednak w zupełnej sprzeczności z tajemnicą adwokacką. Tajemnica adwokacka to jak tajemnica spowiedzi. Powinna być filarem dla zaufania. Bez zaufania rzeczywiście nie ma sensu nawet zaczynać. Ja w swojej praktyce bardzo stawiam nie tylko na zaufanie, ale też na relacje. Jeśli „nie idzie” nam flow, nie nadajemy na podobnych falach, a przynajmniej na jednakowym poziomie wartości, to współpraca robi się problematyczna. A już na pewno nie tak dobra, jak mogłaby być, gdyby te kwestie były zgodne”.

Niestety, ale na podobnie niebezpieczny stereotyp powołała się jeszcze jedna, bardzo doświadczona w biznesie osoba, pisząc: „60 % moich klientów to prawnicy. Dużo z nimi rozmawiam. Jesteśmy zgodni co do tego, że i mój zawód i prawny, jest postrzegany stereotypowo. Ja niezwykle często spotykam się z poglądami, że sztuka jest tylko dla elity i zamożnych, że jest droga, że jej cena zależy od widzimisia galerzysty, że sztuka powinna być w muzeach a nie w domach itp. Dużo jeszcze mogłabym wymieniać. Z prawnikami jest podobnie. Że drodzy, nie wiadomo za co się płaci, żerują na niewiedzy, są potrzebni „po szkodzie” a prewencyjnie są nieopłacalne, zawsze dogadają się między sobą a ofiarą jest klient itp. Osobiście korzystam ze współpracy 4 kancelarii prawnych. Każda jest trochę od czegoś innego. Dzięki nim jestem nie tylko bezpieczniejsza i spokojniejsza. Jestem realnie bogatsza.”

Zastanawia mnie skąd biorą się tak niepochlebne wyobrażenia. I czy są to doświadczenia z rzeczywistej współpracy, czy może obawy narosłe na zapas, na bazie wobec mitów i legend. Chciałabym wierzyć, że to drugie.

Skorzystam z prawnika jak już będzie konkret, zanim się zacznie poradzę sobie sama

Na koniec, dla rozluźnienia, chcę podzielić się jeszcze jednym komentarzem pochodzącym od uczestniczki ankiety. Napisała on tak: „Dodałabym jeszcze: Skorzystam z prawnika jak już będzie konkret, zanim się zacznie poradzę sobie sama;-).”

Szczerze mówiąc ja też rozważałam dodanie takiej odpowiedzi do puli wyboru w ankiecie. Jak się okazuje doświadczona biznes Lady potwierdziła moje przypuszczenia. Według mnie, „problemy z tym podejściem wiążą się co najmniej dwa. Po pierwsze, nigdy nie wiadomo, gdzie leży ta cienka granica pomiędzy brakiem a istnieniem konkretu, który uzasadnia pójście do prawnika. Po drugie, znacznie łatwiej, szybciej i taniej konsultować się prewencyjnie, zanim mleko się wyleje. Później często już nie ma „na czym” pracować. Zostają tylko roszczenia. A do sądów to już nikt nie lubi chodzić. Nawet ja 🙂 choć spędziłam tam masę czasu jako doświadczony prawnik procesowy. Z perspektywy lat i bliskiej współpracy z biznesem wiem już jednak, że wygrana sprawa w sądzie nie rozwiązuje problemów, a już na pewno nie wtedy, kiedy one wymagają rozwiązania.”

***

Tym akcentem kończę tego posta poświęconego negatywnym stereotypom o prawnikach. Jak już wyjaśniałam uczestnikom ankiety, chodziło w niej o to, aby „przejrzeć się” z usługami prawnymi, które świadczą adwokaci i inni profesjonalni pełnomocnicy w lustrze naszych (potencjalnych) klientów. Ja już „się poprzeglądałam” i wyciągnęłam pewne wnioski.

Pisząc ten materiał starałam się nie weryfikować, czy te opinie są prawdziwe czy nie – zresztą opinie nie podlegają takiej weryfikacji. Nie było też moim celem obalanie tych mitów i przekonań. Lubię tego rodzaju doświadczenia, są bardzo inspirujące i pozwalają spojrzeć na tę samą sprawę z innej perspektywy. Wszystkim uczestnikom ankiety raz jeszcze bardzo dziękuję za poświęcony czas i za cenne uwagi. Nie bójmy się wyrażać opinii, prowadźmy dyskusje. A przede wszystkim w każdej relacji – z jakimkolwiek specjalistą czy fachowcem – prowadźmy partnerską rozmowę i dialog. Nawet w tych trudnych sytuacjach. Sama zamierzam wrócić do niektórych tematów…

 

Skomentuj